Mag by Jeffery Deaver

Mag by Jeffery Deaver

Author:Jeffery Deaver [Deaver, Jeffery]
Language: pol
Format: epub, pdf
Published: 2011-10-25T17:38:15+00:00


Nie, to nie to. Zapach whisky stawał się coraz mocniejszy, wręcz wszechpotężny, przytłumił

nawet smród benzyny. Rhyme zrozumiał, co się dzieje, i poczuł rozpacz. Intruz rozlał whisky na podłodze, pomiędzy łóżkiem a drzwiami. Drogi, wspaniały alkohol miał posłużyć jako zapalnik.

Mag pstryknął palcami. Mała kula ognia wyleciała z jego dłoni wprost w kałużę szkockiej.

Błękitny płomyk pomknął po podłodze. Za chwilę zapłonie stos magazynów i tekturowe pudło stojące obok łóżka. A także bambusowy fotel.

Za chwilę zapłonie pościel, a potem ogień sięgnie jego ciała. Początkowo niczego oczywiście nie poczuje, ale to się zmieni, gdy płomień sięgnie jego twarzy i głowy. Rhyme odwrócił

głowę, ale nikogo nie zobaczył. Mag uciekł. A tymczasem ogień pożerał pudła i książki, topił

płyty kompaktowe. Dym drażnił nos i oczy.

Niespełna minutę później błękitnożółtym płomieniem zapło' nął koc, którym otulone były stopy Lincolna Rhyme'a.

21

Bardzo przejęty rolą obrońcy prawa i porządku funkcjonariusz ¦Jpolicji nowojorskiej, usłyszawszy zapewne jakiś dziwny dźwięk, wszedł w alejkę między dwoma domami stojącymi na West Side. Piętnaście sekund później z alejki wyszedł mężczyzna ubrany w cienki bordowy golf i obcisłe dżinsy. Na głowie miał

czapeczkę bejsbolową.

Zrezygnowawszy z roli policjanta Larry'ego Burke'a, Malerick wyszedł na Broadway. Szedł

szybkim, zdecydowanym krokiem. Ktoś, kto spojrzałby mu w twarz, zauważyłby z pewnością, że wesoło rozgląda się na boki, jakby szukał rozrywki, i założyłby się, że szuka on na West Endzie miejsca, gdzie mógłby dowartościować zarówno swe ego, jak i męskość, które u mężczyzn po pięćdziesiątce na ogół bardzo potrzebują dowartościowania.

Przystanął przy mieszczącym się w piwnicy barze, zajrzał do środka. Uznał, że to bezpieczne schronienie, przynajmniej na jakiś czas. Potem miał zamiar wrócić do domu Lincolna Rhyme'a i sprawdzić, jakich zniszczeń dokonał ogień.

Usiadł przy samym końcu baru, niedaleko wejścia do kuchni. Zamówił sprite i kanapkę z indykiem. Rozejrzał się dookoła. Zobaczył rząd automatów do gry, wydających charakterystyczne, elektroniczne piski, i zakurzoną szafę grającą. Salę barową czuć było dymem, potem i środkiem dezynfekcyjnym. Słyszał tylko pijackie śmiechy i szum bezsensownych rozmów. Atmosfera przypomniała mu świat młodości, którą spędził w mieście zbudowanym

z Piasku.

Las Vegas to lustro otoczone płomieniem świateł; można w nie Patrzeć, jak długo się chce, lecz każdy wyraźnie zobaczy tylko własną twarz z bliznami po ospie i zmarszczkami - szarą, zmęczoną, niepewną. Las Vegas tonie w kurzu, Las Vegas nic zna współ-czucia, światła Stripu gasną już przecznicę dalej, nie docierają do właściwego miasta przyczep kempingowych, zapadających się bungalowów, lokalnych, zawsze zasypanych piaskiem, centrów handlowych, lombardów sprzedających pierścionki zaręczynowe marynarki, sztuczne ręce... wszystko, co ktoś kiedyś zmienił na ćwiartki i srebrne dolarówki.

I wszędzie, wszędzie bura, niekończąca się pustynia. W takim świecie urodził się Malerick.

Ojciec był krupierem przy stole do blackjacka, matka kelnerką w barze (tyła, więc w końcu zajęła miejsce za kasą). Byli zaledwie dwójką z armii szarych pracowników Vegas, traktowanych jak mrówki zarówno przez szefów kasyn, jak i ich klientów. Żyli w świecie pieniędzy, poznali je tak blisko, że czuli zapach tuszu, potu i perfum, którymi przesiąkły, ale nie pozwolono im nawet o nich marzyć. Wiedzieli, że banknoty przejdą przez ich ręce i to wszystko; znikną równie nagle, jak się pojawiły.

Jak wiele dzieci z Vegas, pozostawionych samym sobie



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.